Sławomir Bąk - Fotografia dzikiej przyrody

Materiały zawarte na stronie są własnością Sławomira Bąka i nie mogą być wykorzystywane bez jego zgody.
Rozmowy z dzikami
Magiczne pole miało powierzchnię kilkudziesięciu hektarów. Niedojrzały jęczmień z pożywnym mleczkiem przyciągał watahy z dużej okolicy.
Była druga w nocy kiedy dotarłem do skraju pola. Miałem do przebycia jeszcze około 300m ale odległość tą trzeba przebyć z wyposażeniem, tzn. z aparatem, obiektywem 300mm i statywem. Pomimo panujących ciemności nie można iść wyprostowanym, bo zwierzęta są bardzo wyczulone na widok smukłej sylwetki ludzkiej, nawet w nocy.
Spłoszenie jednego zwierzęcia może wywołać efekt domina, dlatego pozostaje wrzucić sprzęt do plecaka i przebyć drogę w męczącej pozycji na czworaka.
Trzeba przemieszczać się powoli z częstymi przerwami na odpoczynek. Nie chciałbym się spocić bo mocna wo
ń ludzka będzie wyczuwalna w pewnej odległości nawet pod wiatr. Poza tym muszę się często rozglądać żeby nie wpakować się na jakiegoś odpoczywającego potwora.
W połowie drogi słyszę szelest i kilka krótkich dźwięków ostrzegawczych: grch,grch,grch
Takie spotkanie przećwiczyłem w domu i odpowiadam jak najbardziej podobnie: quot;grch,grch,grch. Cisza.
Wiem, że dzik mnie nie widzi. Znad kłosów zboża wystaje tylko mój grzbiet, czyli czarny ciężki plecak. Dla dzika jest to kształt przypominający innego osobnika. Po chwili słyszę oddalający się szelest zginanych źdźbeł. Droga wolna.
Ruszam dalej ale teraz robię częstsze przystanki. W każdej chwili mogę natknąć się na kolejny czarny grzbiet.
Około trzeciej trzydzieści nad ranem docieram do skraju lasu. W samą porę bo na wschodzie pojawia sie różowa łuna.
Wypakowuję sprzęt i rozstawiam statyw przy pochylonej sośnie.
Opieram się o drzewo i czekam na światło poranka.
Kiedy sło
ńce zmienia kolor z purpurowego na blado żółty, na polu pojawiają się czarne cienie. Nie zawiodłem się, widzę ponad dwadzieścia wolno przesuwających się.  To lochy i młodsze dziki. Małe o tej porze roku warchlaki są dobrze ukryte w jęczmiennych źdźbłach.
Co jakiś czas któryś dzik podnosi łeb rozglądając się dokoła. Oprócz skowronków z pola nie dobiegają żadne dźwięki.
Co chwilę zza pleców słyszę ciche chrapnięcia. Po dłuższym nasłuchu wydaje mi się, że dźwięk dobiega z kępy paproci. Wychodzę spod siatki maskującej i ostrożnie, zgięty w pół podchodzę bliżej.
Pod liśćmi paproci poruszają się dwie malutkie futrzane kulki. Jedna co jakiś czas wydaje chrapliwy dźwięk.
Rozstawiam sprzęt i czekam. Ale warchlaki śpią w najlepsze pomimo hałasu jaki narobiłem przy rozstawianiu statywu. Nie mogę długo czekać bo dziki na polu zaczynają się kierować w stronę lasu. Cmoknięcie budzi jednego śpiocha. Za plecami mam wschodzące słońce, więc dziczek widzi tylko ciemny cień. Po chwili chowa ryjek w trawie i pochrapując cicho kontynuuje drzemkę.
Wracam na skraj lasu.
Czarne cienie zbliżają się powoli.
Sprawdzam wiatr. Jest w porządku. Lekki boczny wiaterek zabiera mój zapach na górkę gdzie dziki się nie pokazują.
Teraz trzeba siedzieć bez ruchu. Z boku słyszę ciamkanie. Idąca powoli locha nie przestaje zrywać kłosów . Jest tak spokojna, że nie przeszkadza jej nawet dźwięk wydawany przez migawkę aparatu.
Co jakiś czas groźne spojrzenie lustruje skraj lasu ale dziczy wzrok jest na tyle słaby, że nie dostrzega nic podejrzanego w podobnej do sterty liści górki.
Kilka metrów za lochą poruszają się kłosy. To gromadka warchlaków podąża za matczynym zapachem. Dziczki nie muszą widzieć matki, rewelacyjny węch pozwala im odnaleźć zapach który pamiętają od chwili narodzin.
Rodzina mija mnie w odległości kilkunastu metrów i znika w leśnym maliniaku. Z krzaków czasami słychać okrzyki rozrabiających warchlaków które walczą o najlepsze miejsce w legowisku.Kolejna, tym razem większa rodzina przechodzi obok mnie.
Najedzone dziki idą powoli i znikają w tym samym miejscu co poprzednie. Latem dziki mają rzadką szczecinę ale ta locha wygląda jakby miała lekko przykrótkawą spódniczkę.
Kiedy słońce jest już dość wysoko, na polu widać już niewiele dzików. Część weszła do lasu, część przeczeka dzień w gniazdach zrobionych ze zniesionych w jedno miejsce źdźbeł zboża.
Ja czekam aż ostatni grzbiet nie zniknie z polnej stołówki.
Około siódmej rano widzę ostatni ciemny grzbiet. Dzik zbliża się do skraju lasu i idzie w moim kierunku.
Cieszy mnie, że locha weszła już w trawy, będę miał choć jedno zdjęcie nie zbożowe

Dziczki rozrabiają i w tym czasie spokojnie mogę robić zdjęcia. Hałas goniących się starszych dzików zagłusza dźwięki aparatu.
Mikrofon wystawiony z ukrycia rejestruje rozrabiające zwierzaki i dźwięk serii zdjęć z Nikona D300.
Czujna locha w końcu usłyszała podejrzany obcy dźwięk.
Oczy nie widzą nic groźnego, wiatr nie pozwala mnie wywęszyć, więc dzik ostrożnie zbliża się w moim kierunku. Czekam na odległość portretową......12 metrów....10........8.....6...... przyciskam spust do połowy aby złapać ostrość, celują prosto w oczy. Kiedy z aparatu wydobywa się dźwięk serii zdjęć, locha zrywa się i po krótkim ostrzegawczym chrząknięciu razem z pozostałymi dzikami znika w gąszczu malin.
Dopiero teraz mogę zacząć oddychać. Sprawdzam na monitorze aparatu czy jest ostrość. Z ośmiu zdjęć portretowych trzy są idealnie ostre. Locha była tak blisko, że nie ma potrzeby przycinania zbędnych przestrzeni.<br>
To było udane polowanie.
Czekam do ósmej i wracam przez pole do samochodu.
W domu czeka mnie praca przy komputerze. Trzeba wywołać zdjęcia z surowego formatu RAW do gotowych do oglądania plików JPG.
Sławomir Bąk